Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 745 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Być niedźwiedziem, czyli o prawie człowieka do snu zimowego

środa, 18 stycznia 2012 15:50

 

Niektóre tematy są nudne do obrzydliwości. Zżymam się, kiedy Ciocia Ir mówi i mówi o swoich problemach z każdą częścią ciała. A sama nie jestem lepsza. Uprę się i ciągnę własny temat, "kontynuuję dalej", jak to wielki profesor rzekł był dzisiaj na obronie jednego doktoratu.

 

Nienawidzę zimy. Nie chodzi mi o zwykłą nienawiść, bo swoją drogą, gdybym poszła na spacer i ulepiła bałwana, a słońce odbijało się od śniegu, to byłabym zachwycona, o górach nie wspomnę.

 

Ale ta apatia niemożebna. To zmuszanie się do wstania, do zagotowania wody na herbatę, do umycia zębów i posmarowania kremem twarzy za pomocą lodowatych, nieprzyjemnych rąk. 

 

Ostatnio jesienie są ciepłe. Jem wtedy jabłka, piję soki z marchwi i dziwię się, dlaczego tego nie robię cały rok, przecież zdrowe odżywianie się do pure delight i rozkosz sama w sobie.

 

Taa, kiedy ja chcę tylko leżeć i oglądać sufit, to po cholerę mi sok z marchwi, którego nie da się podgrzać?  Nawiasem mówiąc, ja wcale nie leżę i nie gapię się w sufit, bo nie bardzo mogę sobie na to pozwolić. Ale nie chcę kina, ani basenu (wczoraj się zmusiłam, ale co to za radość, wynikająca z wymuszenia?). Chcę grzane piwo, najlepiej trzy, śpiwór, kołdrę i sen.

 

Właśnie, sen. Upominam się o prawo do bycia niedźwiedziem. Czy będzie pani na konsultacjach, zapyta ktoś w mailu, a ja odpowiem, nie, śpię. Zapraszam w kwietniu. Nie mam siły ruszyć ręką. W lecie jestem samodzielna, w zimie samotna, w lecie chętna, w zimie zmuszana, w lecie mam plany, w zimie niepokoje, w lecie czytam dla przyjemności, w zimie z frustracji, żeby nie zwariować, w lecie piszę, w zimie wylewam żale.

 

Tu nie ma głębi. Tu jest ilustracja stanu psychobiologicznego. Nie ma mnie, jestem wielkości ziarnka pieprzu, nie wyjdę, nie znajdziecie mnie, nie chcę, żeby ktoś mi przeszkadzał, chcę tylko ciepły szlafrok i Portishead. Chcę dostać ich płytę, tak a propos, ale uprzedzam - ucieszę się dopiero w lecie.

 

Chcę wyjść za mąż za niedźwiedzia, wtulić się w jego futerko i zasnąć.

 

E.

 

 


komentarze (7) | dodaj komentarz

O kilkunastu latach

niedziela, 15 stycznia 2012 13:44

 

To, że widziałam się z Nałogami i Łukim w sobotę wieczór, nowością nie jest i nigdy, mam nadzieję, nie będzie. Ale były jeszcze dwie niespodzianki, J. z Irlandii i A. z Australii. Więc radocha, sałatka grecka, wino, cytrynówka. I wspólne licealne korzenie, które jak nic sprawiły, że Irlandia i Australia stały sie jak Kielce i Radom, czy cos w tym stylu. I może nie wiedziały, jak spędziłam wczoraj dzień, ale z grubsza co i jak się dzieje - wszystkie o wszystkich.

 

To zastanawiające. Ten sabat wspaniałych czarownic. Bezpieczne plotki, które Nałóg powie Nałogowi, i owszem, ewentualnie przekaże komuś z dawnej klasy, jak już nie może wytrzymac napięcia, ale reszta świata nie dowie się, no bo i co resztę świata to obchodzi? A ci się rozwodzą, a ich dziecko już w jest w tej i w tej klasie, a to i tamto, to wszystko wypowiadane jest tonem ociekającym jakąś słodka kawą z mlekiem, wszystko wyklepane w troskliwie wykaligrafowanej czcionce.

 

J. z Irlandii podpisy i pisma wszystkich naszych rodziców podrabiała perfect, i dopiero w czwartej klasie się zbuntowała, że nie ma zwolnień i kropka, co można jej było wreszcie wypomnieć. I z tych wypominków i upominków powstaje nagle kilka scenariuszy, które gdzieś jakoś się zazębiają, i które można by napisać łącznie, w jednej książce, złożonej z wielu rozdziałów, no bo z różnych, tak oddzielnych, dziwacznych często żyć.

 

I każdy gość z daleka zawsze w szoku, że my wciąż tak co tydzień, Seks w wielkim mieście...

 

I ja, chociaż trochę mam outsiderostwo we włosach i paznokciach, i śmieję się z tych zbiorowych wspomnień z LO, sama widząc je jednak inaczej (nie, naprawdę nie bałam się nigdy M.H, ani Tłustego Loka), to mimo wszystko nawet posłuchać warto. A detale pamiętamy jak fragmenty puzzli, z których niektóre, zgubione pod kanapą, jedna dugiej i jeden drugiemu wyciągnie, kiedy trzeba, linijką, żeby układanka miała sens.   

 

E.


komentarze (6) | dodaj komentarz

well...

wtorek, 10 stycznia 2012 10:01

 

"Noc stała się taflą przypalonego karmelu (...).

Litą i twardą, bez wnętrza, w które można by się zapaść. Z krawędzią ostrą jak szkło. Ze strachem kładł się na wersalce i godzinami myślał: jak ją napocząć?

Nie wiedział, jak ma ukruszyć brzeg nocy, więc podchodził ostrożnie (nie myśl!), potem zawracał (myśl o czymś przyjemnym!), wzdychał - i znów próbował podejść.

Wiedział na pewno, że sen, twardy jak orzech, tkwi gdzieś pośrodku karmelowej tafli, ale on nigdy do niego nie dotarł"

 

/z: Lidia Amejko, Żywoty świętych osiedlowych/

 

Edytowałam posta, bo jakbym napoczęła nowego, musiałabym znów o tym samym.

 

 

E.


komentarze (3) | dodaj komentarz

Rozkosze nieodkryte

niedziela, 08 stycznia 2012 22:56

 

Niezwykle cieszy mnie, gdy okazuje się, że istnieje jeszcze na tym świecie rozrywka przeze mnie nieodkryta. I nie mówię wcale o skoku na bungee, ale o komiksie. Taaak, o formie sztuki traktowanej po macoszemu, jak głupi, młodszy brat.

 

A tymczasem "Logikomiks - w poszukiwaniu prawdy" wywoływał u mnie chichot, buczenie, parskanie, przytłumiony śmiech, drapanie się po głowie, kilkakrotna zadumę i nową tendencję do głaskania palcem gładkich kart książki

 

A dlaczego? A dlatego, że odkryłam, że coś, co zbędne w tekście pisanym, a zbyt ulotne w filmie, na rysunku jest widoczne. Można się przyjrzeć temu, co drugoplanowe, a gdy to przeoczymy – nie ucierpi na tym główny nurt. No bo jaki sens byłby, gdybym pisząc to, informowała jednocześnie, że piję sok grejpfrutowy, mam założoną nogę na nogę i rozpięty rozporek? (No, ten rozporek to nie perwersja, bliznę-Elizę z brzucha usuwałam ostatni już – mam nadzieję – raz i teraz mam ją posmarowana taką lepką papką, więc spodni nie chcę pobrudzić). 

 

Wielowątkowy i wielowymiarowy komiks (historia niby logiki... ale czego tam nie ma, i wojna, i szaleństwo, i miłość, i logika, i fakty, przede wszystkim fakty, to ilustrowana autentyczna historia jest!) jest o tyle ciekawy, że rysownicy, którzy przenieśli na papier historię Bertnarda Russella, ilustrują też samych siebie podczas pracy nad komiksem, bezpośrednią historię Russella, dygresje Russella, plus kupę detali, typu „pies w tle, szczekający na sowę, siedzącą na drzewie".

 

Ps. Komiksu nie da się opisać.  To wiem na pewno po odczytaniu tego, co właśnie o nim napisałam. Oto okładka przynajmniej...

 

 

E.

 



komentarze (3) | dodaj komentarz

Oto dlaczego powinnam martwić się o siebie

wtorek, 03 stycznia 2012 11:20

 

Powody są dwa. Pierwszy - list od Do. Zaczyna się "Witaj E.! List od Ciebie był wspaniały, chociaż niczego z niego nie zrozumiałam".

 

Drugi powód jest poważniejszy. Znalazłam książkę należącą do mnie, ale nie dotykaną sto lat, hurtem wrzuconą przy przeprowadzce. I tam z tyłu, na końcowej stronie stoi zapisane moim własnym, prywatnym osobistym pismem coś takiego:

 

"Każda myśl zależy od zdarzenia, zdarzeń, ciągu historii. Można powiedzieć, że stała natura ludzka aktywuje się w warunkach cieplarniano-laboratoryjnych x,y,z... Ale, ale, te warunki są wciąż inne. Dochodzimy do relatywizmu, jednocześnie wcale do niego nie dochodząc. Bo NATURA jest to taki wyróżnik - megawyróżnik.

A że warunki są inne..?

Inne? Powtarzalne przecież, w pewnym stopniu cykliczne, o takie: [tu następuje rysunek]":

 

 

Kim jesteś, co robisz w mojej głowie, skąd czerpiesz takie bzdury i czego ode mnie chcesz?????

 

E.


komentarze (6) | dodaj komentarz

piątek, 18 maja 2012

Licznik odwiedzin:  41 067 (wersja testowa)