Najpierw wstałam. Kolega napisał, masz jakieś plany na Sylwestra? A ja odpisałam, no ale przecież to jeszcze z tydzień. Potem przypomniałam sobie, że przecież jutro, i że to będzie piękny dzień.
Zaczęło się chwilę później. Mama zadzowoniła, czy nie pójdę z nią na koncert Lubelskiej Federacji Bardów. Ja podskoczyłam z kilku powodów. Po pierwsze, z radości, bo przypomniało mi się, jak na LFB chodziłam z moim druhem serdecznym, Naczelnym Narodowym Republikaninem RP (ktory jeszcze nie był Naczelnym Narodowym Republikaninem, ale był druhem) i bardzo sobie te koncery ceniliśmy. A potem podskoczyłam, bo mi się przypomniał koncert Piwnicy Pod Baranami (http://spacje.bloog.pl/id,6503478,title,Krakowskie-ochlapy-w-przyszlej-stolicy-kultury,index.html), który był gorzej niż fatalny i obawiam się od tamtej pory koncertów.
Poszłam. Centrum Kongresowe UP elegancja Francja, zbytnia elegancja, pamiętam, że na Nosowskiej mi to przeszkadzało. LFB grala kiedys taki program "Klechdy lubelskie" i było to całkiem ambitne, bo śpiewać teksty Wincentego Pola to niełatwe jest. Dziś było nieco mniej ambitnie, ale, ale...
Po pierwsze. Gra siedem osób. Widzisz czterech solistów, no dobrze perkusistę jako tako też. Czterech solistów, którzy wodzą prym we własnej skórze. Piszą teksty i napędzają klimat. A ja myślę, że to trudno mieć tyle osobowości w zepsole. I tyle planów solowych płyt.
Ale tak czy siak - były ze dwa, trzy utwory kiepskie. Na początku. Potem nadeszła wiekopomna chwila, zaczęli grać jak to oni, a potem mnie wzmurowało, taa-ak, wmurowało, kiedy Jola Sip, za którą wcale jakoś nie przepadam, zaśpiewała polską wersje "Take this walc", przetłumaczoną idealnie (o, to bym chciała robić, to właśnie, odkładajmy na moje językowe studia, dobrze? :* ). Siedziałam wbita w krzesło i liczyłam sobie ilość uderzeń serca na sekundę. Bum bum bum. Nie ma tego wykonania na youtubie, ani nigdzie, więc daję tu oryginalne, które też uwielbiam (i które też tańczyło się, ech tańczyło, nawet na środku ulicy, kiedy było trzeba, a było trzeba raz) -
I tak mimo tych trzech kiepskości na początku pooosz-ło. A zgrabna konferansjerka Kondraka (na brak której cierpi 99% polskich artystów) była ładna, śmieszna i pogodna.
Pod koniec był bis, nie miałam jakoś jaj, żeby zawołać "Atamaaaan", bo ja ich w ogóle nie mam. Ale usłyszałam z przednich rzędów. "Atamaaaaa" i zagrali "Atamana", co ciągle, no ciągle nosi w sercu tę kulę...
http://krzysiubanditos.wrzuta.pl/audio/6WRzjhOlLYU/jan_kondrak_-_ataman
E.
Na szkole pisania (link z prawej) są trzy ulubione wiersze o miłości (przepraszam, wiem, zamykam się już z tą miłością, ostatecznie dużo równie fajnych rzeczy wokół, ale jakoś mnie trzyma temat ostatnio, przez ten konkurs i stek napływającej na moją skrzynkę grafomanii). Ale tego, tego nie znawszy uprzednio, że tak po staropolsku sobie pozowlę. Maestria!
Jacek Dehnel
Uff... Udało się. Udało. Przecież tak długo nie wiedziałam, czy jest sens maczania paluchów w sernikowych masach i babeczkowych nadzieniach. Cały czas durny przypadek płótł mi mój niewesoły przedwigilijny splot. Nie moi partnerzy psuli nie moje życie, nie moje dzieci dostawały uczuleń, nie moje pociągi nie odjeżdżały na czas, nie moje gardło bolało, nie moje ciasto wyszło za twarde, nie moje prezenty były problematyczne, a to wszystko, co nie moje, właziło mi butami w to, co moje i nie wiedziałam już, czy nie wsiąść na statek i nie zmienić nazwiska na Cruzoe, bo wszystko, wszystko było do końca nie tak, jak wymaga zapach piernika.
Ale w końcu... Nie, w końcu wspaniale. Miłość jest fajna, strasznie fajna to rzecz.
E.
Mitem jest wielkim, że dziś bardziej. Bo nie, dziś po prostu bardziej to widać, bo jest youtube i można obejrzeć sobie filmiki "matura to bzdura', nie polecam.
Ale jest jedna różnica. Jedna, malutka różnica. Dzisiaj oni kończą studia. Nie tylko zaczynają, jak - jeszcze - za tak zwanych moich... Studenci nie wiedzą kogo zamordował Saddam Husajn. A moja maturzystka potrafi wywąchać mi markę perfum, ale z ulokowaniem Szwecji na mapie problem nie do przeskoczenia.
I to nie jest tak, że ja się rzucam i zrzucam z siebie w proteście ubranie, w progu drzwi, łkając i uderzając głową o podłogę. Ja to olewam, bo nadal wierzę, że będę pracować w piekarni. I oto najwyższy wkaźnik społecznej znieczulicy.
A plany jak mnożyły się w mojej głowie, tak mnożą. Chcę wbić sobie dziurkę w głowę, chcę mieć myślodsiewnię jak Harry P. Chcę mieć jeszcze dobę sześć godzin dłuższą, niebieskiego kota, fajny kożuszek i umowę o pracę na czas nieokreślony. Nawet, jak miałabym tlumaczyć, co to są Stany Zjednoczone.
No dobra, przesadziłam.
E.
Nagrody książkowe, publikacja internetowa, plus kilka innych możliwości. Szczegóły tu:
http://szkolapisania.blogspot.com/2011/12/jak-pisac-o-miosci-konkurs.html
E.
piątek, 18 maja 2012
Licznik odwiedzin: 41 067 (wersja testowa)
| « grudzień » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | |||
| 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 |
| 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |
| 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 |
| 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | |
spacje24@wp.pl