Wszystkie tabliczki, które mnie ominęły w ostatnich tygodniach, pokazują, jak zdradliwy, nieszczery jest człowiek. Wchodzę do sklepu, patrzę na batona i... nic. Zero sentymentu, jakby coś przestawiło się w organizmie, a cieknąca dotąd ślina zatrzymana została nagle przez nieznany mi gruczoł, czy inny hormon.
Wtedy zrozumiałam, że będę mogła kiedyś żyć bez balkonu w lecie, bez ulubionego śpiwora, bez pomnika Koziołka - choć do niedawna nie rozumiałam, jak możliwe jest w ogóle pójście spać bez powiedzenia psu "dobranoc" (a tu proszę, pies jakoś śpi i ja też, widzimy się na ogół w weekendy). I ok, od jednych rzeczy odzwyczajać się będzie trudno (jeśli zajdzie taka potrzeba oczywiście) od innych nie. Ale da się, da się. Nie jestem uwiązana, jak się cieszę, kolory wróciły na swoje miejsce. Nowy świat rysuje mi się przed oczami, kto wie, może przyzwyczaję się do świeżo wyciskanego soku z pomarańczy, w jakieś kawiarni na Chmielnej, w drodze do pracy. W mojej piosence o zależnościach i uzależnieniach jedne z nich zastępować będą drugie, ale żadno nie pojawi się na stałe, bo go nie chcę na dożywotniej warcie. Panta rei.
Wszystko jest plasteliną, a ręce mam ja.
A to już półtora miesiąca, kochana, odkąd cię nie ma. I naprawdę tęsknię rzadko. Czasem, w te wieczory, kiedy jestem sama. Ale, przykro mi, mogłabym zastąpić cię równie dobrze ciepłym, czarnym kotkiem albo muzyką Morphine.
E.
piątek, 18 maja 2012
Licznik odwiedzin: 41 067 (wersja testowa)
spacje24@wp.pl